piątek, 9 września 2016

88. Traktat z samotnością część I



5.09.2016
Najdroższy mój!
          Mam tyle uczuć, które chciałabym tu opisać, by za twoim pośrednictwem dawały do myślenia, były motywacją  do działania, a może przynosiły ulgę w samotności?
Doświadczałeś jej nieraz, prawda?
Ludzie, tak często pytają Cię, dlaczego skazujesz ich na jej odczuwanie. Przecież nie chcą jej gościć w sercach, nawet na chwilę, na sekundę…

          Bo smutna i po ludzku nudna. Na pierwszy rzut oka, nie przynosi żadnych pożądanych wrażeń, ani skutków.  
          Jakie masz czytelniku wyobrażenia tego uczucia? Stanu?
          Podążając za siłą własnej wyobraźni, spostrzegam obok siebie piękną, młodą dziewczynę, o wpatrujących się we mnie dużych, zielonych oczach. Jakże się zdziwiłam, gdy odkryłam, jak bardzo jest czasem potrzebna. Dzięki niej łatwiej mi porządkować własny świat..
          Podpisałam traktat z samotnością…
- Mały Książę –

sobota, 13 sierpnia 2016

87. Rozważania na granicach...




12.08.2016

Kochany
           Zabieram się do napisania tego listu już któryś raz z rzędu, ale za każdym razem gdy dochodzi do momentu publikacji wydaje mi się on mało wartościowy. A przede wszystkim nieszczery, i chociaż huśtawka opisywana w poprzedniej notce zaczyna się stabilizować to minie sporo czasu zanim pokryje się mgłą zapomnienia, a może tylko obojętności?
          Bo ja przecież wcale nie chcę zapominać…
          Wysoka, ciemnowłosa dziewczyna biegnie ulicami dużego miasta. Ulice są zatłoczone i chociaż wokół niej jest dużo ludzi tak naprawdę czuje się samotna. Pozostawiona samej sobie, swoim własnym emocjom i myślom, ale to nie ja. Ja
przecież nigdy nie jestem sama. Nawet jeśli mi się tak wydaje. Bezimienna dziewczyna właśnie przebiega przez pasy, ale robi to w taki sposób, że samochód, który właśnie próbował tamtędy przejechać, w ostatniej chwili zahamowuje o kilka milimetrów przed nią. Ona jednak, jakby nie zdawała sobie z tego sprawy, cały czas ma dziwnie obojętny wyraz twarzy, jakby cały ten świat toczył się poza nią, a ona zwyczajnie nie mogła go dosięgnąć. A może ucieka przed jaskrawością swojej własnej duszy. Przed uczuciem, że tak naprawdę nie ufa samej sobie przez to nie ufa też ludziom. Bezustannie niepewna, rozedrgana..,
          Obserwując ją można się zastanowić, z punktu widzenia osoby niepełnosprawnej, nad tym, kto jest bardziej nieprzygotowany do życia społecznego. Czy osoba siedząca na wózku inwalidzkim, społecznie funkcjonująca, na miarę swoich możliwości normalnie. Choć podobno pojęcie normalności bywa względne. Czy osoba żyjąca niby w pełnej sprawności, lecz tak naprawdę na pograniczu dwóch światów, realnego i wymyślonego przez siebie. A może przez swoją chorobę, która przez tak wielu z nas jest przypisywana tylko wariatom żyjącym za murami szpitali psychiatrycznych, nie mającym zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością.        
Ale przecież opisywana przeze mnie dziewczyna obojętnie czy wymyślona, czy realna może być na przykład studentką psychologii. Czy może raczej byłą studentką, bo dziś ma nawrót schizofrenii i nie jest w stanie normalnie funkcjonować, ale kiedyś będzie. Kiedyś wróci…
          Dla Ciebie Jezu wszyscy jesteśmy równi, tak samo godni Twojej miłości, i tak samo darzeni Twoim zaufaniem. Nie dzielisz ludzi na lepszych i gorszych, bo przecież nawet osoba zaburzona, czy chora psychicznie jest przez Ciebie tak samo kochana. Naucz nas wszystkich, a w szczególności mnie, skoro już wytypowałeś mnie do tego rodzaju misji, jaką jest ten blog, abym potrafiła przeskoczyć mury stereotypów, własnego strachu, ale i pewności, że wszystko co robię musi być nieskazitelnie doskonałe. Muszą być wśród nas, ludzi żyjących na ziemi, i tacy, którym  życie rozsypało się między palcami. Tak bym chciała, Panie mój, aby niedoskonałość potrafiła współżyć z doskonałością…
                     -Mały Książę –

sobota, 23 lipca 2016

86. W drodze do Ciebie...



17.07.2016
Jedyny!
Pierwsze dni lipca pomalowałeś dla mnie skrajnościami. Były łzy zdające się nie mieć końca. Nie mogę i nie chcę mieć ich sobie za złe, bo każdy człowiek ma granice wytrzymałości i odporności na fakt chowania się kogoś za kurtyną słownej agresji widocznej tak naprawdę tylko dla mnie…

          Siedziałam więc na huśtawce cudzych emocji, z dnia ma dzień stawały się moimi.
          To bardzo bolało, czasem nie tylko psychicznie…
          Ale przecież właśnie przez takie sytuacje, można najlepiej poznać Ciebie, Twoją siłę i potęgę. Gdy stoi się gdzieś na skraju swoich możliwości, głównie chodzi mi tu o psychikę faktycznie widzi się bardzo jaskrawo, trudno jest wtedy odróżnić dobro od zła, przyjaciół od wrogów, czerń od bieli, Jezu mój, jak trudno…
          Przychodzi wtedy moment, gdy w tym całym natłoku myśli i doświadczeń jesteś jedyną pewnością, bo nie pozwoliłeś na to bez przyczyny, prawda?
          Dawałeś silę na to, by brnąć dalej i skończyć to, na co się zdecydowałam…
          I szukałam, a może robiłyśmy to obie, małych radości, którymi wypełniałam swoje serce, w nadziei, ze starczy ich do końca…
          Na bardziej lub mniej sensowne rozmowy…
          Na odpowiednią dozę dystansu, stanowczości i cierpliwości…
Bo przecież bywało radośnie. Tak radośnie, że do granic możliwości..
          Bo był ktoś, kto mniej albo bardziej jawnie, ocierał z policzków najgorsze łzy bezsilności…
Realnie cię czułam…
- Mały książę –

sobota, 11 czerwca 2016

85. O lawinach ze słów...



10.06.2016
Najmilszy!
          Tak, miałam rozstać się z pisaniem tutaj na czas jakiś. Chciałam poczekać aż rany, które tak naprawdę zadałam sama sobie, przy okazji dotkliwie raniąc Pocahontas trochę przyschną. Przestaną sprawiać ten  okropny , piekący ból przy każdym wspomnieniu, najkrótszej myśli, najcichszym słowie.
          Bo to właśnie one wywołały lawinę, uczuć emocji i niedopowiedzeń. Zapominałam,  Jezu mój, jak bardzo kruche, a zarazem trwałe nożna zbudować
konstrukcje. My, ludzie żyjący ziemskimi realiami musimy pamiętać, że tak naprawdę tworzenie relacji międzyludzkich jest w swej istocie podobne do budowania z klocków, ale, czy na pewno?
          Bo zamiast plastikowych różnokolorowych cegiełek, mamy teraz do dyspozycji cały zespół cech osoby z którą aktualnie przebywamy. Po jakimś czasie, zaczynają się wyostrzać wyobrażenia, o sobie nawzajem.
          Łamiemy w sobie kolejne blokady, codziennie robimy krok dając coś z siebie, z rozpalonym sercem, czekamy…
          Bo nic nie może dziać się za szybko…
          Aż w końcu, choć nie w pełni zdajemy sobie z tego sprawę mamy pełny wgląd w psychikę drugiej osoby, poznajemy jej sposób interpretacji świata, porządkowania wrażeń…
          I ta przeszłość…Nasza  tajemnica…
          Niby pamiętamy, ale tylko pozornie..
          O kilka nieokiełznanych słów za dużo…
         
- Mały Książę –