poniedziałek, 4 listopada 2013

13.Tytuł nadajcie sami.


29.11.2013



Mój Jedyny!

Wczorajszy dzień zaczął się pozornie niewinnie, poza jednym ulotnym momentem.

Jak zwykle od mniej więcej trzech tygodni siedziałam przed laptopem witając się z poetą, ani się
obejrzałam, a stało się to porannym rytuałem. Rozmawiając z nim miałam dziwne przeświadczenie, że stanie się coś, na co ja nie będę mieć wpływu.  Po raz pierwszy w życiu bardzo chciałam nazwać po imieniu uczucie, które mi towarzyszy. Ale, czy bym potrafiła?  Po tylu latach mam zakodowane w podświadomości, że nie wolno mi nazywać tego stanu. Czując jak mój oddech robi się coraz płytszy i nieposłuszny usiłowałam opanować przerażenie. Ty wiesz, jak bardzo się boję, kiedy nie jestem pewna każdej kolejnej minuty swojego życia. Rozśmieszyło mego przyjaciela, gdy przeczuwając to, co ma nastąpić rzuciłam: „Boże, mógłbyś się opanować!” Po jakimś czasie zdecydowałam się wyjść z domu. Chociaż, Ty Panie robiłeś wszystko, żeby mnie zatrzymać. Okazało się, że Ty masz wobec mnie zupełnie inny plan. Zrozumiałam to dopiero stojąc przed niewielkim sklepem spożywczym, rozpaczliwie próbując złapać oddech i nie doprowadzić się do nagłego kontaktu z podłożem:

- Dziecko, ty jesteś cała mokra.

- Wiem.

- Nie wiem, gdzie jest twoja mama, ale ty chyba potrzebujesz pomocy?- wyjęła komórkę z kieszeni i trzymając mi dłoń na ramieniu wykręciła znienawidzony przeze mnie numer telefonu (998).Było  to najdłuższe dziesięć minut w moim życiu. Jak przez mgłę pamiętam, że moja „nowa znajoma” zadawała mi w kółko to samo pytanie: „gdzie jest twoja mama?”  Próbowałam jej odpowiedzieć, ale za każdym razem kończyło się to niezrozumiałym bełkotem. 

Boże, dziękuje Ci za tę dziewczynę, przecież mogła zupełnie nie zwrócić na mnie uwagi. Proszę daj mi więcej pokory, bym nie buntowała się przeciw Twojej woli. Cierpienie też jest darem prawda?

Dopisane kilka dni później

Jak to dobrze dzieckiem być. Twoim dzieckiem kochany...

- Mały książę-

4 komentarze:

  1. Napisałem długi komentarz, ale mi wcięło - nie odtworzę tego, co napisałem, generalnie odwróciłbym spojrzenie - można akcent położyć na brak pokory, jak to uczyniłaś, ale można również - i do tego zachęcam - na brak zaufania. Skoro Go kochasz (a wierzę, że tak jest), tym łatwiej Ci to przyjdzie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Leszku, to są listy do Boga....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, dlaczego na to zwracasz uwagę - to przecież jest oczywiste. Ty w swoim postępowaniu doszukujesz się braku pokory, ale dokładnie ten sam efekt rodzi brak zaufania - i podejrzewam, że Twoim problemem wcale nie jest brak pokory, co brak zaufania. I to zapewne nawet w podwójnym wymiarze - nade wszystko nie ufasz sobie, że dobrze rozpoznajesz Jego wolę; ale nawet, gdy uznasz, że taka jest Jego wola, to zaczynasz dyskutować, czy w ogóle temu podołasz - Ależ nie! - to przekracza moje możliwości!
      Jeśli jednak zaczniesz Mu w pełni ufać (a więc m.in. w to, iż On zawsze zadba, byś dobrze odczytała Jego wolę), to sama się przekonasz, że Ty wcale nie musisz wszystkiego kontrolować.
      Warto więc ufać!
      Warto też wiedzieć, że zaufanie płynie z miłości - gdy kogoś kochasz, to mu ufasz (choć w stosunkach z ludźmi można się czasami na tym przejechać, to jednak taka zależność istnieje). Być może dlatego tak mi zwróciłaś uwagę, że to są listy do Boga, bo nie wyobrażasz sobie, byś Boga mogła kochać tak, jak dziewczyna kocha chłopaka?... - jeśli stąd był ten komentarz, to po prostu proś Go o miłość do Niego! To wszystko co musisz zrobić - reszta stanie się sama jako owoc tej miłości.

      Usuń
  3. Nie warto na siłę doszukiwać się braku pokory .

    OdpowiedzUsuń