sobota, 15 marca 2014

26. O odprowadzaniu


 13..03.2014
Najmilszy!
          Od kilku dni zabieram się za pisanie. Nie wychodzi. Strzępki myśli i skojarzeń wydają się niesforne, trudne do opanowania i ułożenia w logiczną całość. Dlatego przepraszam, jeśli ten list nie będzie taki, do jakich przyzwyczaiłam czytelników tego dziennika.  W tym momencie chyba bardziej przepraszam samą siebie, bo Ty przecież wiesz jak jest. Więc przepraszam ludzi, choć oni twierdzą, że nie mam ku temu powodu…
          Zamykam oczy, przywołując w pamięci wydarzenie, które chcę dziś opisać, a może tylko przypomnieć sobie tamte emocje i chęć wniknięcia w duszę człowieka siedzącego naprzeciwko mnie, bo przecież nigdy nie przestał nim być, prawda?
        
  W tym momencie wspomnienia nabierają ostrości, stopniowo wypełniając całą moją świadomość. Moim oczom ukazuje się uczelniany korytarz. Całe szczęście prawie pusty, maj widoczniej tylko ja potrzebowałam przerwy, czasem trudno się oddycha.
Szybko zbliżająca się do mnie sylwetka. On.. „Wojowniczka” mówi, że gdy mnie wtedy spostrzegł prawie biegł w moją stronę.
          „Myszko jestem przy tu, spokojnie” powiedział cicho ukląkł przy moim wózku i czekał…
          Nie pamiętam zbyt wielu słów, ani zbędnych pytań, choć może to był błąd…
          „ Kiedyś obiecałem sobie, że cię odprowadzę do niego i dotrzymam słowa, ale…”
Łzy…  
- Mały książę –

4 komentarze:

  1. Żaden człowiek nie przestaje nim być. Zmienia się tylko jego świadomość, bo już nic (żadne skutki grzechu pierwszych rodziców) nie oddziela go od Niego (choć nie jest jeszcze aż tak blisko, jak jest do tego powołany). I też można być przewodnikiem do innych...

    OdpowiedzUsuń
  2. lubię zatrzymać się przy Twoich słowach... właśnie dlatego, że "powodują" ten refleksyjny przystanek i za to Ci bardzo dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń