czwartek, 29 maja 2014

30.Będe z tobą



28.05.2014
Do Wojowniczki
Mam nadzieję, że jeśli kiedykolwiek przeczytasz ten list, wybaczysz mi szczerość, z jaką za chwilę opiszę to, co się wydarzyło. Wiem, że wśród czytelników tego dziennika, są osoby, które znają nas w życiu realnym. Proszę Was Kochani, by każdy z Was przemyślał to, co za chwilę przeczyta w ciszy własnego serca i sumienia…

Kochany Jezu
          To, co się wydarzyło w ostatnią sobotę było dla mnie niczym kubeł zimnej wody wylany na głowę. Bardzo długo nie zapomnę widoku Wojowniczki klęczącej przy moim wózku i powtarzającej niemal bezgłośnie moje imię, jak gdyby dawało jej poczucie
bezpieczeństwa, a ja? Stałam naprzeciwko niej, starając się wyrównać oddech, sprawić, by mój stan fizyczny i emocjonalny pozostał dla niej tajemnicą…

„Pamiętaj, cokolwiek się stanie, będę przy Tobie” – powiedziała Wojowniczka, ocierając mi z policzków dwie olbrzymie łzy, które mimo moich starań, wydostały się na zewnątrz… Do tej pory nie wiem, jak długo trwałyśmy tak w milczeniu, trzymając się za ręce. W pewnym momencie moja ręka powędrowała w stronę jej gorącego policzka… Delikatnie pogłaskałam rozpaloną twarz, bojąc się, iż jej obecność w jednej chwili okaże się iluzją… „Muszę iść do domu, ale Ty zostań na zajęciach i spróbuj oderwać się od tego wszystkiego, co Ci zafundowałam…” – dziewczyna bardzo powoli wstała, jakby uważając na każdy, nawet najdrobniejszy ruch. „Przyjadę do Ciebie w niedzielę. Mam nadzieję, że nic się nie stanie…” – odeszła parę kroków, po czym w geście bezradności jeszcze raz rzuciła mi się w ramiona. Ostatnie słowa, które wypowiedziała w moją stronę, na długo zostaną w moim sercu „Widzisz kochana, tak naprawdę wszyscy zmierzamy w tę samą stronę… Jedni dotrą tam szybciej, drudzy wolniej. Dla Ciebie to moment ukojenia, dla mnie po prostu końca, ale wszystkich nas czeka to samo…”

          Zostałam sama, mając w głowie tysiąc niepoukładanych myśli, niewypowiedzianych żalów, które, tak naprawdę mam prawo mieć tylko i wyłącznie do siebie, bo przecież Ty Panie dla każdego masz z góry zaplanowaną historię. My jesteśmy tylko narzędziami w Twoich rękach. Czuję, że po raz kolejny postawiłeś mnie w trudnej sytuacji… W sytuacji, która dla wielu ludzi jest sytuacją bez wyjścia. Mogłam słuchać głosu, oddechu, mogłam patrzeć na jej gesty, uśmiech łzy, a wieczorem obserwować spokojny sen. Uświadomiłam sobie, że doskonale wiesz, co robisz Boże…
          Nie wiem, czy ludzie obserwujący nas na uczelni, dowiedzą się kiedyś, co ta niepozorna, drobna dziewczyna zrobiła z moim życiem… Za dwa tygodnie po raz ostatni spotkamy się w szkole dla nas to dopiero początek wspólnej podróży do Ciebie Panie Tylko proszę, nie zabieraj mi jej za szybko… To śmieszne, ale ona mogłaby kierować do Ciebie taką samą prośbę. Nie proszę o cud, ale o dar pokory.

-Mały Książę –

6 komentarzy:

  1. Czytając treść notki nasunęło mi się skojarzenie ze słowami pieśni;
    "Róża cudna zwiędnie, woń utraci kwiat, * słońce kiedyś zgaśnie, runie cały świat. * Jezus moje słońce, świeci z niebios bram, * On mnie nie opuści, nigdy nie będę już sam.
    Ref. Jam nigdy nie sam, * jam nigdy nie sam. * Tak mi mój Pan przyobiecał, * nigdy nie będziesz już sam."

    P.S. może niewiele rozumiem z tego co czytam ale... chciałabym zrozumieć; pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. To niezupełnie jest koniec - każdy pozostaje sobą, ze swoimi pragnieniami, swoimi tęsknotami... Mało - czujący więcej i więcej rozumiejący! Kończy się jego dramat źle rozpoznanego dobra - tam zawsze je rozpoznamy i nigdy nam się nie zdarzy zła nazywać dobrem. I nigdy nie będziemy sami - ci, których kochaliśmy tu na ziemi, nadal będą nam najbliżsi, nadal będziemy się troszczyć o ich dobro i nadal będziemy starali się chronić ich przed złem (choć siłą rzeczy będzie to ochrona przed bytami duchowymi zagrażającymi naszym bliskim).
    „Pamiętaj, cokolwiek się stanie, będę przy Tobie” - bo to tak naprawdę jest!
    dwie olbrzymie łzy, które mimo moich starań, wydostały się na zewnątrz - nie chcesz jej dokładać od siebie, co to dla Ciebie znaczy, gdy już nie będzie mogły trzymać się za ręce. Stąd te Twoje starania, by te łzy nie wydostały się na zewnątrz. Myślę jednak, że powinnaś sobie przyznać prawo do okazywania emocji. Obie powinniście sobie na to pozwolić... Pan jest z wami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie Leszek napisał:)
      Ja tylko napiszę od siebie ....
      Jestem tu ale pomilczę....
      Serdeczności Panno Ktoś:):)

      Usuń
  3. Pożegnanie, dla mnie ta chwila, którą opisałaś, była pożegnaniem. Czasami pożegnanie otwierają nam oczy na coś innego, pokazują, że tam, gdzieś za zakrętem, coś na nas czeka. Łzy - okazanie emocji to nic złego, to jest potrzebne, bardzo.

    OdpowiedzUsuń