niedziela, 3 sierpnia 2014

34 O smakach cierpienia



1.08.2014
                                                   Kochany!

Zniknęłam na jakiś czas z blogowego życia, choć dla niektórych jest to równoznaczne z brakiem miłości do Ciebie. Nie, nie zapomniałam. Ja tylko chciałabym skupić się na doświadczaniu tego, co mi dałeś. Tego, co tu i teraz. Gdybym miała powiedzieć, że jest mi łatwo, skłamałabym. Ale Ty podobno nie dajesz człowiekowi cierpienia ponad jego siły. Dajesz dokładnie tyle, ile jest w stanie unieść. Idąc tym tropem, chyba nie
powinnam się skarżyć. Tylko w ciszy nieść dar, który od Ciebie otrzymałam. Poznaję różne smaki cierpienia, odkrywam, że tak naprawdę nie ma jednakowych zachodów słońca. Każdy jest inny. Trzeba tylko odkryć jego głębię. I nawet najcięższy krzyż staje się lżejszy, kiedy ma się poczucie Twojej bliskości. Bo jesteś ze mną, prawda? Jutro
zaczynam spotkanie z Tobą. To właśnie 9 lat temu wszystko się zaczęło. Wkroczyłam na Twoją drogę, nie wiedząc jeszcze, czyja ona jest. Wkroczyłam na Twoją drogę, bo ktoś kazał, prosił, chciał, trzymał za rękę. I nie dawał zboczyć z trasy. Dziś tamten człowiek nadal czuwa, tylko z innej perspektywy. Dziś bywają momenty, gdy to on dziwi się, skąd mam tyle wiary. A przecież sam mnie jej nauczył. Nauczył mnie, że jeśli zdecyduję się iść Twoją drogą, Jezu, to muszę nią iść do końca. Bez reszty się Tobie poświęcając.

                                                                                                                  -Mały Książę-

2 komentarze:

  1. Może paradoksalnie on nie potrafi unieść takiego cierpienia, jak Ty, a przez to jego nauka jest znacznie wolniejsza? On pierwszy pokazywał Ci tę drogę, ale tempo na tej drodze to sprawa indywidualna i jego nie jest za duże...

    OdpowiedzUsuń
  2. czytam...ale brakuje mi słów by skomentować...piszesz bardzo przejmująco

    pozdrawiam i życzę wszystkiego co w życiu najlepsze jest :)

    OdpowiedzUsuń