piątek, 12 września 2014

38. Bo kiedyś nie było...


Najukochańszy!!
          Kilka dni temu uświadomiłam sobie, że dokładnie w czerwcu mija rok, odkąd piszę ten dziennik. Czasem mam metafizyczne wrażenie, że moja rola w jego prowadzeniu, ogranicza się jedynie do pośrednictwa pomiędzy Tobą, a czytelnikami. Czy mam prawo tak mówić Jezu? Przecież Tobie nie ślubowałam…
          Poprzedni blog, który prowadziłam był niejako zaczątkiem obecnego, opowiadał o moim wychodzeniu z depresji, która wbrew opinii wielu ludzi jest straszną chorobą. W moim umyśle przybrała ona kształt szyby, przez którą nie byłam w stanie wydostać się do świata zewnętrznego. Pamiętam siebie z tamtego czasu. Doskonale pamiętam, że wszystko dociera do mnie, jakby w zwolnionym tempie. Jakby przez dziurkę od klucza. Najgorsze było to, że im bardziej walczyłam z tą metaforyczną barierą, tym bardziej ona się powiększała. Zawsze mówiono mi: dopóki potrafisz udawać, znaczy, że nie jest źle. Dziś wiem, iż te słowa odnoszą się tylko do niektórych osób. W moim przypadku było zupełnie odwrotnie. Im bardziej udawałam, tym bardziej się w sobie zatapiałam. Byłam niczym klown w cyrku z przyklejonym do twarzy uśmiechem. Chciałabym zadać pytanie wszystkim czytelnikom tego bloga: czy na tym polega życie? Skąd więc pomysł na pisanie bloga o takiej tematyce? Powiem po prostu: przyszedł czas, kiedy mój poprzedni dziennik zaczął bić rekordy popularności w Internecie. Zwłaszcza w środowisku osób niepełnosprawnych. Mam wrażenie, że jego fenomen polegał na przyznawaniu się do cierpienia, słabości, łez. Uciekłam przed popularnością. Nie byłam na nią gotowa. Wtedy jeszcze nie, a teraz? Myślę, że tak naprawdę ja nie zmieniłam tematyki swojej twórczości. Zmieniłam tylko sposób jej opisywania. Bo przecież wszystko od tego zależy, prawda?
          W sieci pojawiło się mnóstwo blogów, które dziwnym zbiegiem okoliczności przypominają mój. Nie bronię autorom umieszczania swoich myśli. Przecież nikt nigdy nie dał mi Ciebie na wyłączność. Zwracam się teraz do nich z prośbą, by mieli szacunek do tego, jaką drogę przeszłam, zanim byłam gotowa pisać o swojej ułomności w taki, a nie inny sposób. Tylko na szacunku można zbudować ufność wobec drugiego człowieka, a ja chcę wam ufać. Dlatego proszę was: zanim napiszecie coś podobnego, gruntownie to przemyślcie, bo możecie zranić tym kogoś, kto nie chce nawet myśleć o czasie, gdy w jego życiu nie było Jezusa.
                                                                                 -Mały Książę-

1 komentarz:

  1. Witaj wrażliwa duszo..nie znam Twego poprzedniego bloga ale cieszę się ,ze opuszczasz depresję..to choroba ludzi wrażliwych...wcale nie słabych....choć z pozoru tak to może wyglądać..ale nie o chorobie , która smutna jest chcę pisać..chcę pisać o życiu!!!! Żyj Tęczowa Duszo..bardzo ciesze się z Twego obecnego nika....Uśmiechaj się...I dawaj swą wrażliwość innym ale nie za nadto bo Ty jesteś w tym wszystkim najważniejsza!! Ty i tylko Ty:):):
    Przytulam Cię i pozdrawiam serdecznie!!!!

    OdpowiedzUsuń