piątek, 19 września 2014

40. O cierpieniu


Jedyny!
          Ostatnio byłam na bardzo niezwykłej mszy. Mszy, która przywiodła mi na myśl sens dźwigania ciężaru, jakim jest cierpienie. Przyszło mi na myśl, że tak naprawdę każdy ma jakiś krzyż, który musi wnieść na życiową Golgotę. U jednego jest to niepełnosprawność fizyczna, u drugiego ułomność psychiczna. Tak naprawdę trudno jest porównać te dwie rzeczy. Jeśli mam być szczera, Panie, to uważam, że fizyczne cierpienie przysparza zdecydowanie mniej dyskomfortu, bo w jego przypadku przynajmniej wiadomo, jak pomóc. Kiedy patrzę w lustro i wspominam to, co wydarzyło się 10 lat temu, nie potrafię się oprzeć wrażeniu, że gdyby nie to, co przeszłam, byłabym zupełnie inną osobą. Nie pisałabym do Ciebie, zupełnie inaczej pojmowałabym strach, lęk czy łzy. A na pewno nie bałabym się własnych emocji. Nie znałabym lęku przed ich okazywaniem. To właśnie ten lęk był zabójczy i to on zabijał mnie od środka. Nie oddałabym tego cierpienia nikomu, ponieważ mam świadomość, że Ty dopasowujesz nasze krzyże do możliwości danej osoby. Nikt nie dostaje krzyża ponad swoją miarę. Ciekawa jestem, czy osoby czytające ten dziennik są tego samego zdania. Ale ja dziękuję Ci za krzyż, którym mnie obdarzyłeś, dałeś, jaki dla mnie wybrałeś. Chociaż czasem wydaje mi się, że jest zbyt ciężki, bo przecież inni mają lepiej. To przyznaję teraz z całą odpowiedzialnością: nie oddałabym swojego krzyża, ponieważ bałabym się, tak po prostu, po ludzku, że kto inny nie da rady go udźwignąć.

-Mały Książę-

8 komentarzy:

  1. Wiesz, to jest bardzo dojrzałe, kiedy dociera do Ciebie, że im więcej cierpisz, tym więcej jesteś w stanie znieść. Też jestem zdania, że nikt nie dostaje na swoje barki więcej, niż potrafi unieść, a Ty potrafisz unieść bardzo wiele.

    OdpowiedzUsuń
  2. Każdy niesie swój krzyż, ale im dłużej się go targa, tym więcej się z tego rozumie, człowiek staje się mądrzejszy.

    OdpowiedzUsuń
  3. U siebie pod poprzednią notką w komentarzu napisałem to nie jest tak tylko, że z Nim lżej jest dźwigać ten krzyż - jest tak, że ten krzyż jest do mnie najlepiej dopasowany (to z jednej strony), a z drugiej strony nikt inny nie nadaje się lepiej do dźwigania tego tego krzyża, niż ja. Nam to się nie mieści w głowie, ale tak właśnie jest. Dla każdego z nas jest to najlepsza droga, najszybsza, najkrótsza do tego, by nauczyć się kochać - i to taka, która uwzględnia każdy nasz wybór, jakiego po drodze dokonujemy. Może się nam wydawać, że bez tego krzyża nasze życie byłoby lepsze - tak jednak nie jest. Absolutnie nie! - tylko poprzez cierpienie potrafimy wydobyć się z własnego egoizmu!

    OdpowiedzUsuń
  4. Podwyższenia Krzyża Świętego

    Krzyż
    narzędzie miłości

    Krzyż
    znak codziennej
    Bożej obecności

    Warszawa, 14.09.2014

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nie nazywam tego "krzyżem" ale cóż...wierzę też, że za każde doświadczenie, nawet bolesne, nawet takie które doprowadza nas na skraj możemy być wdzięczni. Że jest po coś, ma nas czegoś nauczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o to chodzi, Przyjacielu. Tak naprawdę Ty masz innego boga. Ale chodzi nam o to samo...

      Usuń
  6. Pięknie tu u Ciebie! My też staramy się nieść nasz krzyż, choć nie zawsze starcza pokory... Zawsze musi wystarczyć Miłości. I jeszcze " jedni drugich brzemiona noście". nie jesteśmy sami!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Link z przyjemnością dodałam! Może i u Ciebie znajdzie się miejsce dla nas?

    OdpowiedzUsuń