czwartek, 16 października 2014

45. I Powiedz Chrystusowi, jak trudno dzisiaj żyć...

Drogi Czytelniku!
          Zanim zacznę przekazywać Tobie kolejny list, chciałabym, byś miał świadomość, że dzisiejsza notka może mieć nieco zaskakujący charakter. Może nie mieć tak bardzo jednoznacznego charakteru. Ale cóż, tak już jest, że człowiek przeżywa w życiu różne emocje przybierające czasem formę zachowań, słów, czynów, niezrozumiałych nawet dla samego doświadczającego. Musisz też wiedzieć, że piszę ten wpis głównie dla celów terapeutycznych, więc zanim skomentujesz go w jakikolwiek sposób nacechowany negatywnymi emocjami, przemyśl to dwa razy…

Kochany!
          Ostatnie wydarzenia, którymi mnie doświadczyłeś, są tak bardzo nieprawdopodobne, iż mam wrażenie, że są tylko snem, z którego zaraz się obudzę, bo to nie może być prawda. Bo to nie miało prawa się zdarzyć. Są granice sprawiedliwości, prawda?
          Gdy dotarło do mnie to, co mam teraz na myśli, nie mogłam w to uwierzyć. Chciałam, żeby ktoś powiedział, że wszystko to, co słyszę, jest wymyśloną na jakieś potrzeby historią. Nie będę nazywać wydarzeń po imieniu, bo na razie nie jestem w stanie. Najważniejsze jest dla mnie, żebyś wiedział, że nie odwrócę się od Ciebie mimo wszystko. Mam teraz wrażenie, że idę po jakichś bardzo krętych schodach. Na końcu tych schodów są drewniane drzwi. Za wszelką cenę próbuję je otworzyć. Jednak jakaś magiczna siła nie pozwala mi na to…
    
      Siedząc wieczorem w ciemnym kościele, zastanawiałam się nad jednym. Dlaczego nie mnie zabrałeś? Przecież z moim odejściem nic by się nie zmieniło. Dla paru osób zatrzyma się czas… Na chwilę zatrzyma się czas. Ale nic poza Tobą nie powinno się dla mnie wtedy liczyć. Ich życie w końcu wróci do normy, spojrzą w kryształowe lustro mojego życia i powiedzą: „Idę dalej”. Na tym polega życie. Nie można bez końca żyć przeszłością i się nią zadręczać.
          Pisząc te słowa, myślę, że sama nie potrafię ich zastosować. Nie potrafię spojrzeć po raz ostatni w życiowe lustro Wojowniczki i powiedzieć „Idę dalej”. Teraz już sama.
          Pamiętam dzień, w którym się poznałyśmy. Nie zapowiadał nic niezwykłego, ani tym bardziej niczego, co miałoby zmienić moje, a może i jej życie. Usiadła przy mnie wtedy w zwykłej, drewnianej ławce przypominającej szkolną, tłumacząc mi coś związanego ze studiami. Do pierwszego naszego spotkania doszło przecież na uczelni. Teraz dotarło do mnie, iż znalazłam się tam zupełnie niespodziewanie. Zarówno dla siebie, jak i dla wszystkich członków grupy. Tak to się właśnie zaczęło. Usiadła i została, nie robiąc sobie właściwie nic z tego, że łamie stereotypy. Z tego, że jej postępowanie bardzo wyróżniało się na tle innych osób. Była za to krytykowana. Ci, którzy nas nie znali, mówili nawet, że dostaje za to pieniądze. Ty wiesz, Jedyny, że to nie miało nic wspólnego z prawdą. Takie oskarżenia jednak bardzo bolały nas obie. I tylko jej upartość sprawiła, że potrafiła schować do kieszeni ból związany z tego typu sytuacjami. Nie wszyscy o tym wiedzą, ale kiedy zaczęłyśmy się przyjaźnić, bardzo wzrosła we mnie świadomość choroby. Inaczej mówiąc, musiałam być świadoma tego, co zachodzi w moim ciele. Musiałam nie tylko to nazwać, ale też powiedzieć, jak należy mi pomóc w określonych momentach.
          Kiedy słuchałam jej historii, nie raz zastanawiałam się, czy nie słucham przypadkiem dobrej powieści z gatunku oparte na faktach. Mało kto wie, z czym przyszło się zmagać Wojowniczce. Myślę sobie, że nie chciałaby, żebym zdradzała szczegóły. Nie chciałaby być stawiana jako wzór do naśladowania. Była nim mimo tego, co przeszła. A może właśnie dlatego?
          Panie mój, chcę, żebyś wiedział, że z ludzkiego punktu widzenia, zwyczajnie nie rozumiem tego, co się stało. Wydaje mi się to bezsensowne i nie potrafię dać sobie z tym rady. Dlatego proszę, ześlij mi kogoś, kto będzie mi w tym towarzyszył. To nie żądanie, to tylko prośba. Sama nie dam rady… Albo zabierz mnie do siebie.
-Mały Książę-


2 komentarze:

  1. Nie możesz się poddawać!!! Ciesz się, że miałaś szczęście poznania "Wojowniczki", korzystaj z tego co Ci dała, co dałyście sobie nawzajem. Prawdziwa Przyjaźń nie zdarza się każdemu - a Ty jej doświadczyłaś i doświadczasz, więc bierz się w garść i ciesz się z tymi, którzy są. Przecież wiesz, że życie jest kruche i krótkie i trzeba je przeżyć jak najlepiej, korzystając z każdej okazji, żeby zasłużyć też na to drugie szczęśliwe życie :) "Idź dalej" tak jak Wojowniczka i noś ją w sercu. wn

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja już kleknęłam i Ty to wadziłaś! :)

    OdpowiedzUsuń