niedziela, 9 listopada 2014

48. List do Królika


Kochany Króliku!
          W myśl tego, co się stało, postanawiam napisać list do Ciebie, tym samym na chwilę porzucić konwencję tego dziennika. Ale przecież zawsze mówiłeś, że miłość do Boga musi wynikać z miłości do ludzi. Zawsze, kiedy czytałam te słowa na jednym z komunikatorów, były zaskakujące. Otwarcie przyznawałeś się do tego, że nazywasz Boga inaczej, niż większość społeczeństwa. Mimo wszystko potrafiliśmy dojść do porozumienia, znaleźć wspólną płaszczyznę do rozmów, do wymieniania ciepłych myśli, o którym nikt tak naprawdę nie miał pojęcia. Potrafiliśmy…
          Mimo że znaliśmy się zaledwie trzy miesiące, niejednokrotnie miałam wrażenie, że jestem jedną z niewielu osób, z którą masz odwagę porozmawiać na temat świadomości własnego odchodzenia. Wiesz, Przyjacielu, myślę, że było mi dużo łatwiej niż pozostałym Twoim bliskim. Czy to ze świata realnego, czy wirtualnego. Nie znałam Ciebie, kiedy byłeś do końca zdrowy i niczym nieograniczony. Pamiętam, jak na początku naszej znajomości obiecałeś mi spotkanie. Wyobrażałam sobie wtedy, jak bierzesz mój wózek i idziemy na długi spacer po lesie. Albo jak leżysz u mnie na łóżku z kubkiem gorącej herbaty, tak jak to zwykle opisywałeś w swoim dzienniku. W miarę
upływu czasu docierało do mnie, iż do tego spotkania najprawdopodobniej nie dojdzie. Nie chciałam pozbawiać Ciebie tej nadziei, bo przypominałeś mi kolorowego motyla, żyjącego tylko przez kilka dni. Ale pozostawiającego po sobie więcej dobrych, na swój sposób magicznych śladów, niż niejedno długie istnienie.
Bez wątpienia dla niektórych ludzi prowadzących blogi byłeś niezrozumiały. Kiedy wczoraj pokazałem swojej znajomej Twojego bloga, stwierdziła, że nie wierzy w ani jedno słowo, które przeczytała. Ja wierzę. I myślę, Przyjacielu, że nie tylko ja. Doskonale wiem, że siódmego listopada zmarła również Twoja mama. Tak naprawdę, z tego, co wywnioskowałam z Twoich wpisów, mimo wszystko była to osoba, która podarowała Ci miłość. Chyba nie miałeś jej tego za złe. Mam tutaj na myśli Twojego ojca, bo przecież gdyby nie to, co zrobił, żyłbyś nadal. Pisałbyś nadal, grałbyś nadal. Może nawet wydałbyś książkę? Uwierz mi, że dla mnie byłeś czymś w rodzaju powiewu wiatru. Niezbyt silnego, ale ożywczego. W każdej swojej notce i w każdej rozmowie pokazywałeś mi, iż tak naprawdę każdy sposób życia jest dobry, każda miłość jest dobra, o ile nie krzywdzi drugiego człowieka.
           Byłeś, byłeś, byłeś…
 Powtarzam te słowa, ale ich waga chyba jeszcze do mnie nie dociera. Podświadomie czekam, na kolejną Twoją relację z minionych dni, a ona przecież nie nadejdzie. Naprawdę usiłuję nie płakać. Usiłuję podchodzić do śmierci, tak jak Ty. Odnoszę dziwne wrażenie, czytając ostatni fragment dziennika, że czekałeś na ten moment. A może mi się tak tylko wydaje? Naprawdę nie chcę płakać, bo, jak sam powiedziałeś, w moim życiu jest za dużo śmierci. Za dużo bólu, strachu. Ale sam wiesz, nie jest to proste. Zwłaszcza, kiedy Twój żołądek skurczył się do rozmiarów piłeczki pingpongowej i za każdym razem, kiedy próbujesz cokolwiek zjeść, masz wrażenie, że wszystkie Twoje próby pójdą na marne. Że to i tak nic nie da. Że to i tak wszystko się skończy…
Króliczku, kiedyś napiszę dla Ciebie wiersz. Ale na razie daj mi czas. Czas podobno łagodzi rany. A Ty żyj tak jak żyłeś, tylko tyle, że nie tu. Żyj bez bólu, strachu i żalu. Teraz już nie będą Cię niszczyć. Teraz już nic nie będzie zaprzeczać temu, jak bardzo wspaniałym człowiekiem byłeś.
 Jesteś...
-Mały Książę-

9 komentarzy:

  1. Piękny list do cudownego człowieka...

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny list. Dlaczego cudowni ludzie zbyt szybko odchodzą? Cóż dalej poszukuję odpowiedzi, ale nie mogę jej znaleźć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jedyne co zostaje to wspomnienia (...) ich nikt Nam nie zabierze

    OdpowiedzUsuń
  4. Śmierć to brama do wieczności, którą każdy przekroczyć musi. I zawsze przychodzi nieoczekiwanie, jakby z zaskoczenia. Warto pamiętać o słowach ks.Jana Twardowskiego : "Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą."
    Stefan

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak - tam się żyje bez bólu, bez strachu i bez żalu...

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękna przyjaźń! I trwa nadal...

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak trudno w to uwierzyć... to jest jak zły sen. Ale jestem pewna, że teraz jest mu dobrze i tak naprawdę wciąż jest z nami, tylko trochę inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak bardzo rozumiem. I przytulam mentalnie po prostu, bo jeszcze trochę brakuje mi słów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dobrze, że się na mnie nie gniewasz kochana...

      Usuń