czwartek, 27 listopada 2014

51. Za szybą....

Kochany!
          Bardzo przepraszam Ciebie oraz wszystkich czytelników tego bloga, jeśli to, co za chwilę ułożę z mozaiki moich myśli, a raczej z tego, co po niej zostało, będzie egoistyczne i nastawione negatywnie. Ale przecież doskonale wiesz, Jedyny, że w moim życiu nie brakowało momentów, kiedy się od Ciebie odwracałam. Tak po prostu, bez słowa, odchodziłam. Bardzo nie chciałam, aby ktoś mnie szukał, wołał, zatrzymywał. Nie gniewaj się, jeśli tak będzie i tym razem. Po prostu na mnie poczekaj.
          Wokół mnie zaczyna się pojawiać niewidzialna szyba. Szyba, którą dobrze znają czytelnicy poprzedniego dziennika, jaki tworzyłam. Znów pojawił się tamten strach, chyba raczej przed samą sobą niż przed otaczającym mnie światem. Ludzie czasem mówią, piszą, pewne słowa, nie zdając sobie sprawy z ich wagi. Ja dzisiaj odbieram
każde wasze słowo w sposób bardziej wyrazisty niż normalnie. To, co normalnie nie miałoby znaczenia, dziś ma rozmiar góry nie do przekroczenia. Tak widzą świat osoby nadwrażliwe, zaburzone, a może chore psychicznie?
Nigdy nie wyrzekałam się tego, mój Jedyny, że z moją psychiką nie zawsze było dobrze. Z chwilą, kiedy zdałam sobie z tego sprawę, walczyłam, by nauczyć się nazywać pewne rzeczy, zjawiska, emocje, po imieniu. Nie było to proste. Dziś wiem, że nie powinnam używać czasu przeszłego. Nie mogę wyrzekać się przeszłości i zostawiać jej za sobą, bo i tak do mnie wróci. A spokój pęknie jak bańka mydlana.
Często zadajecie mi pytanie, jak mi pomóc. Jedyną odpowiedzią, nasuwającą mi się teraz, jest stwierdzenie być może nieprzynoszące wam ulgi, wytłumaczenia sytuacji. Lecz musicie zrozumieć, iż sama nie do końca zdaję sobie sprawę z tego, co się ze mną dzieje. Bo świat nagle stał się dalszy, niezrozumiały, zbyt szybki, jaskrawy. Są osoby, które razem ze mną próbują poukładać pewne sprawy. Ale to tak, jakby układały puzzle, w których brakuje elementów. Tych najbardziej istotnych. Tych mających kluczowe znaczenie dla całości. Modlę się tylko za nich do Ciebie, Panie, by nie zabrakło im cierpliwości. Bo przecież przyjdzie dzień, gdy będzie lepiej, prawda?
-Mały Książę-


8 komentarzy:

  1. Nigdy nie wyrzekałam się tego, mój Jedyny, że z moją psychiką nie zawsze było dobrze. - ale właściwie, co to znaczy dobrze? Bo przecież każdy ma tak, że coś go przerasta, że z czymś sobie nie daje rady, że potrzebuje wsparcia... Czy więc dobrze jest wówczas, gdy kogoś to nigdy nie dosięga? A może gdy nie dosięga, to właśnie to nie najlepiej o nim świadczy?

    OdpowiedzUsuń
  2. jestem zawsze pod ogromnym wrażeniem Twoich postów-maturalnych ,życiowwych .....
    któż z nas nie ma za sobą chwil kiedy odwracał się od Niego ?
    któż z nas nie zadawał pytań dlaczego ja albo dlaczego mnie to spotkało ....ot życie ....
    mimo wszystko życzę byś poukładała swoje puzzle i żebyś znalazła wszystkie elementy:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze warto wierzyć właśnie w lepsze dni...
    I właśnie, co to znaczy, że z psychiką jest dobrze? Co to wyznacza? To chyba akurat jedno z pytań bez odpowiedzi...

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie wolno tracić nadziei...

    OdpowiedzUsuń
  5. Sama tym razem się nie odezwałaś, ale czasami można coś wyrazić bez słów. Bardzo lubiłem barwy Twego bloga, ale bardzo się cieszę, że na blogu zrobiło się tak niebiańsko :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jesteś po prostu bardzo, bardzo wrażliwą duszą, a to nic złego. Wręcz przeciwnie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozumiem chyba bardziej niż mi się wydaje.. Jedyne co przychodzi mi do glowy, że w takich momentach życiowych potrzeba czasu na znalezienie w sobie tego czegoś by walczyc na nowo... szyba zawsze jest, bardziej lub mniej widoczna, nie zapominaj jednak że tylko od nas samych zalezy kiedy i jak zacznie pekac.. Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń