wtorek, 13 stycznia 2015

56 Krąg życia...


Najmilszy!
          Dzisiejsza notka nie jest pisana moją ręką. W sumie nic dziwnego, większość tekstów, umieszczonych na tym blogu, powstaje przy pomocy dobrej duszy. Tak jest łatwiej.

Do tej pory wydawało mi się, że mówienie nie sprawia mi trudu. Kiedy rozmawiałam z chłopakiem, którego nazwiemy tutaj Smerfem, musiałam się skupić, aby mnie usłyszał, bo moja mowa stała się zrozumiała tylko dla osób, które spędzają ze mną 24 godziny na dobę. I szczerze, drażnią mnie pytania co się stało, dlaczego jestem smutna. Ty wiesz, Przyjacielu, że mój stan nie wynika ze stanu emocjonalnego, choć ten nierozerwalnie łączy się z moją fizycznością. Jednak przede wszystkim nie mam siły na najprostszą aktywność życiową, według wielu osób, konieczną do tak zwanej normalnej egzystencji
Ale przecież nic na to nie poradzę, że nie mam siły, że każdy oddech stanowi wysiłek, że muszę myśleć nad każdym słowem, chociaż nigdy do tej pory nie musiałam tego robić. Nie będę zadawać Ci pytań „dlaczego?”. Zadam za to pytanie „w jakim celu?”. Do czego chcesz w ten sposób doprowadzić? Doskonale wiem, iż Twoja odpowiedź może mnie nie zadowolić. Pogodziłam się już z tym.
          Prowadząc tego bloga, a może raczej decydując się na zmianę jego charakteru, nie wiedziałam, że w ten sposób będziesz mnie bardzo delikatnie, krok po kroku, słowo po słowie, myśl po myśli, przybliżał do przekroczenia pewnego progu. Nie mówię tutaj o własnym odejściu, lecz o zmianie sposobu myślenia o śmierci. Tak naprawdę zawsze się jej bałam. Dzisiaj wiem, że powołałeś mnie do służenia ludziom w bardzo kryzysowej sytuacji życiowej, zdrowotnej czy też duchowej. Ten dziennik czytają osoby ciężko chore, wręcz na granicy między ziemią a niebem. Czasem się zastanawiam, co by było, gdybym w przypływie odwagi, albo inaczej, egoizmu, napisała tu, w tym miejscu, że tak naprawdę nie wiem, do czego zmierza moje życie. Ile ono będzie trwać, do czego doprowadzi. Jednak na razie wiem tylko jedno. Niezależnie od tego, czy jesteśmy katolikami, protestantami, czy wyznawcami jakiejkolwiek innej wiary, idziemy w tę samą stronę. Dlaczego więc ludzie boją się śmierci, skoro jest ona częścią życia każdego z nas? Dlaczego mnie samej tak trudno przyznać się do cierpienia? Przecież Ty, Panie, wcale nie wymagasz ode mnie, bym grała przed światem bohaterkę. Życie to nie teatr, choć przyznaję z ręką na sercu, że tak jest lżej
          Ktoś mi powiedział ostatnio, że cierpienie dobrze się sprzedaje. Ja nie chcę się sprzedawać, ani czytelnikom tego dziennika, ani komukolwiek innemu. Chciałabym tylko powiedzieć Wam, iż pisanie tutaj jest dla mnie ratunkiem. Dzięki tego rodzaju aktywności uwierzyłam, że nawet największe cierpienie ma sens i można je przekształcić w coś konstruktywnego, dobrego. Bo przecież w Piśmie Świętym jest napisane, żebyśmy budowali, nie burzyli.
Kochani czytelnicy, nie chcę nic burzyć swoim cierpieniem, a wiem, że dla wielu z Was jestem kimś w rodzaju autorytetu. Ale, błagam Was, zrozumcie, że jeśli któregoś pięknego dnia, zamiast mojego listu, pojawi się notka końcowa, nie pytajcie „dlaczego?”, pytajcie „w jakim celu?”. Bo przecież wszystko ma sens.
-Mały Książę-
P.S Kiedyś bałam się słowa „hospicjum”. Dziś mój wujek znalazł się w tej instytucji. Gdzieś pomiędzy życiem a śmiercią, pomiędzy bytem a niebytem…
          A mojej siostrze urodziła się córka. I tak, moi drodzy, życie zatacza koło…

10 komentarzy:

  1. Wszystko ma jakiś sens - tak trudno sobie nam to mówić w niektórych sytuacjach. Mam nadzieje, że będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  2. wszystko ma swój sens i nic nie dzieje się bez przyczyny....

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój przyjaciel ksiądz, zawsze mi powtarza, jeśli cierpisz, nie cierp nadaremnie, ofiaruj swoje cierpienie w konkretnej intencji. Dzięki Bogu jestem w miarę zdrowa, tzn. mogę pracować, wieść normalne życie, ale mam mnóstwo życiowych trudności i twój blog dodaje mi sił...
    Pogratuluj siostrze, a ja bardzo gorąco Cię pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Życie jest piękne razem ze swoim cierpieniem. I myślę,że śmierć też jest piękna, boimy się jej bo boimy się nieznanego. Mamy do tego prawo...Jesteśmy tu po coś i to jest super. A Twoje mądre listy dodają sił i otuchy, bez względu na wszystko. Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  5. No właśnie.Wszystko jest po coś.Każde wydarzenie ma sens.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiem, czy czytałaś w jakiś komentarzach u mnie na blogu, co o Tobie pisałem - dokładnie tak właśnie o Tobie myślę. I tu nie chodzi o nadawanie jakiejś etykiety (którą wówczas Ci nadałem i absolutnie z niej się nie wycofuję) - Ty po prostu jesteś dowodem na to, że w każdej sytuacji jest jeszcze coś, co można dać innym. A więc, że zawsze można kochać. Także wtedy, gdy już na nic się nie ma siły. I Ty właśnie tak tak kochasz ludzi - wszystkich, którzy do Ciebie przychodzą. I każdemu z nas pokazujesz, jak małej wiary jesteśmy, skoro w tak komfortowych warunkach, w jakich jesteśmy, tak łatwo się załamujemy. Organizm ludzki jest bardzo kruchy, ale gdy ktoś potrafi tak, jak Ty w pełni zaufać Panu, to okazuje się, że jego kruchość w niczym nie przeszkadza w mądrym wykorzystaniu swojego życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W którym miejscu o mnie napisałeś przyjacielu?

      Usuń
    2. Ostatnio pod każdą notką ktoś Ciebie wspomina - a to ja, a to ktoś inny. Ale to najważniejsze jest w notce "Tyś jest mój Syn umiłowany" w rozmowie z aisaB (czyli Basią) i z m (czyli Moniką, tuż przed s. Martą - tam pada ta etykieta).

      Usuń
  7. Często boimy się śmierci, ale tak naprawdę nigdy nie dowiemy się czy słusznie czy nie...

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję za Twoje zaproszenie :) Przyszłam , przeczytałam , zatrzymałam się...I życzę nadal tak wielkiej wiary i odwagi. Wiem ,że każde życie ma swój cel :) Ściskam ciepło

    OdpowiedzUsuń