poniedziałek, 6 lipca 2015

70. Na parapecie



4.07.2015
Najcudowniejszy!
          Zbyt długo nie pisałam do Ciebie. Nawet słowo pisane wydawało się bez znaczenia…
          W końcu schodzę z metaforycznego parapetu okna swojego pokoju. Z trudem przekręcam jego klamkę, odcinając sobie drogę ucieczki od świata, ludzi i upokorzenia, a moje sztywne ciało, wciąż spoczywa na znienawidzonym w tamtym
momencie wózku inwalidzkim. To tylko moje myśli, odbyły podróż w dobrze znanym mi kierunku. Jedyny mój, mam wrażenie, że tylko Ty wiesz, potrafisz zrozumieć to, co się ze mną działo, a noże nadal się dzieję?
          Kiedy ktoś pyta mnie, który wymiar cierpienia jest najbardziej dotkliwy fizyczny, psychiczny materialny? Bez wahania wskazuję drugi. Ludzie do perfekcji nauczyli się niwelować ból cielesny, medycyna paliatywna zrobiła milowy postęp…

          A ból duszy?
          Byłam pomiędzy krzykiem a milczeniem…
          Światłem, a ciemnością…
          Życiem, a śmiercią…
          Przepraszam Cię, Jezu kochany mój…
          Przepraszam…
Niewiele pamiętam z ostatniego miesiąca, choć na pierwszy rzut oka właściwie nic się nie zmieniło. Żyję, choć jeszcze parę miesięcy temu, nie było to oczywiste. Chwilowo odpoczywam od fizycznego ryzyka. Nawet się uśmiecham. Czuję się przy tym, jak cyrkowy klaun albo drewniana kukiełka w teatrze.
Ludzie mówią, że nie mam duszy…
- Mały Książę –



                   


13 komentarzy:

  1. I tych uśmiechów życzę Ci jak najwięcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę tych fałszywych. Sprawiają ból...

      Usuń
    2. Ale ja Ci życzę szczerych uśmiechów. Tylko takich i żadnych innych :)

      Usuń
    3. Ja Ci życzę samych szczerych uśmiechów, a tu zrobiło się tak czarno :(

      Usuń
    4. Jakoś tak wyszło... przepraszam...

      Usuń
    5. Nie przepraszaj, bo nie masz za co przepraszać. Lecz się uśmiechnij, bo wstał nowy dzień, a Ty możesz podziwiać jego barwy. Daj nam coś z tych barw - to są też Twoje barwy :)

      Usuń
  2. Ja nie pamiętam nic z ostatnich trzech miesięcy, straszny kryzys. Lecz po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudownie,że jesteś! Oby słońca było jak najwięcej:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie wiadomo,co kryje się za uśmiechem,dla mnie ważne są gesty,szczere słowa,spontaniczność w wielkim sercu,czego Ci życzę i niech uśmiecha się do Ciebie słońce każdego poranka łagodząc najdrobniejszy ból.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwszy raz natknęłam się na bloga pisanego w ten sposób i powiem Ci, że pozytywnie się zaskoczyłam. :)
    Pięknie piszesz, a czytając to człowiek się wycisza i popada w refleksję.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tym razem to on siedział przy tobie i mówił. Słyszałaś?

    OdpowiedzUsuń
  7. masz duszę i to prawdziwą wiem jak trudno po nieobecności znów wrocić do Rozmów z Bogiem ja tego nie potrafie do tej pory... choć tęsknię chce ale mam taką blokadę.... podziwiam Cię pomimo wszystko nie oddaliłaś się od Boga jest Twoim prawdziwym ojcem i to jest piękne...

    OdpowiedzUsuń