poniedziałek, 10 sierpnia 2015

71. O przyjaźni, która przekracza granice i o tym, że czasem warto zamknąć pewne rozdziały życia.


Najdroższy

 Wróciłam do wirtualnego świata, choć myślałam, że upłynie więcej czasu zanim odważę się to zrobić. Wiesz dobrze, że są wydarzenia pozostawiające na długo ślady w naszym sercu, umyśle, psychice…
Nie było łatwo usiąść w białym namiocie i wyrazić wszystko to, co się wydarzyło, bo nagle od namiaru emocji zabrakło słów. Doceniam spokój swojego rozmówcy, spokój zachowany jakby na przekór wszystkiemu, bo przecież tak bardzo się bałam krzyku, gniewu, ironii. Zamiast tego pokazał mi, na czym polega prawdziwa przyjaźń i szacunek do drugiego człowieka. Po raz kolejny mi pokazał…Dzięki temu wszystkiemu, ja, pełna wiary i ufności potrafiłam podejść do każdego z uczestników wczaso -rekolekcji nie zważając na wewnętrzne konflikty, których w środowisku niepełnosprawnych wcale nie brakuje. Nikt z nas nie jest idealny, nikt z nas nie może wyrzekać się swoich wad, bo na tym polega trudność wyznawania Twoich zasad.
Nie lubię ludzi, którzy pod płaszczem zazdrości wypominają sobie nawzajem swoje złe uczynki. Za wszystkie osoby obecne na tym spotkaniu bardzo Ci dziękuję. Nawet te, które mi dokuczały, widocznie tak musiało być. Nie muszę wszystkiego rozumieć, a na pewno nie muszę racjonalizować Twojego istnienia, gdybyśmy starali się zrozumieć wiarę przestałaby nazywać się wiarą, i zaczęłaby istnieć, jako filozofia. Im mniej zdrowego rozsądku w wyznawaniu jakiekolwiek religii, tym lepiej dla rozwoju duchowego człowieka.
-Mały Książę-

12 komentarzy:

  1. Witaj w domu. Dobrze,że jesteś

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz rację- wiara to pełnia zaufania i rozum nie ma tu nic do powiedzenia. Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozum po prostu bywa za ciasny:)
    Miło znowu Cię widzieć!

    OdpowiedzUsuń
  4. W sprawie rozumu nieco się różnimy. Ty takich czasów nie znasz, ale w okresie stanu wojennego rzecznikiem rządu był Jerzy Urban. Co tydzień prowadził konferencję prasową i co tydzień powtarzał tę samą sztuczkę, na jaką nabierali się zachodni dziennikarze - przyjmował fałszywe założenie, a potem nie popełniając żadnego błędu logicznego, prowadził konsekwentnie swoje rozumowanie. Dochodził do jakiś absurdalnych wniosków, ale dziennikarze nie dawali sobie z tym rady, bo nie widzieli błędu rozumowania.
    To nie jest tak, że rozum jest be - przeciwnie! Ważne jednak, jakie założenia przyjmujemy. Każda nauka, nawet najbardziej ścisła, jak matematyka, przyjmuje jakieś założenia i dopiero w oparciu o nie prowadzi dowody różnych twierdzeń. Dokładnie tak samo powinniśmy postępować w sprawach wiary. Wiara zawsze pozostanie wiarą, bo zaczyna się od przyjęcia prawd objawionych. Ale gdy już się je przyjmie, trzeba być aż do bólu konsekwetnym w swoim rozumowaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie masz rację Leszku, ale zbyt naukowe podejście może przeszkadzać w doświadczaniu Boga...

      Usuń
    2. Dokładnie tak - i stąd, jak sądzę, największe odchodzenie od kapłaństwa możemy zaobserwować wśród teologów. Rozum nie może nam przesłaniać wiary - wiara jest pierwsza i ostateczna. Ale to, co przyjmiemy z wiarą, powinno stanowić pokarm dla naszego rozumu. Innymi słowy błędem jest wg mnie przeciwstawianie wiary i rozumu - takiego dylematu w ogóle nie ma! Ponieważ cała nauka jest oparta o jakieś założenia, to jest tu miejsce na wiarę i nie ma sprzeczności między wiarą, a nauką. Jedyny problem praktyczny polega tylko na tym, że dobrze by było nie przyjmować jakiś założeń, które nie są konieczne - i to jest to miejsce nierozstrzygalne, czy jakieś założenie jest, czy nie jest konieczne (choćby w geometrii bywa negowany 8 pewnik Euklidesa - tworzone są geometrie tzw. nieeuklidesowe), ale nie zmienia to faktu, że nie ma sprzeczności między wiarą, a nauką. Co najwyżej możemy dochodzić do wniosku, że coś, co do tej pory przyjmowaliśmy, jako fundament wiary, było tylko wytworem kultury. Jednak jak już coś przyjmujemy jako ten fundament, to opierając się na nim i na rozumie, który jest nam dany i który jest wyposażony w zdolność logicznego myślenia, powinniśmy dochodzić do rozstrzygnięć dotyczących codziennego życia, które płyną właśnie z wiary.

      Usuń
  5. Ja też często cierpię z powodu zazdrości innych, przykro mi bardzo. Ale już nie staram się ich zrozumieć. Po prostu to przyjmuję. Pomaga mi w tym wiara. Wszystkiego dobrego:)

    OdpowiedzUsuń
  6. tak czasami bywa ale wiara w lepsze jest większa i wiara w to że ma się przyjaciela tak wielkiego jak Jezus jest niesamowita...
    a ja zmieniłam adres bloga http://olguska2plus3.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeżyłaś ten czas świadomie, więc wszystko co przyziemne i często trudne (np konflikty międzyludzkie) było Ci łatwiej znieść. Najważniejsza jest Twoja wiara.

    OdpowiedzUsuń
  8. JA wierzę w to, że każdy spotkany na naszej drodze człowiek, ma coś wnieść do naszego życia, czegoś nas nauczyć, coś nam uświadomić. Być może nawet ci, którzy Ci dokuczali pojawili się na Twej drodze celowo, by i Tobie coś uświadomić. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękny wpis,piękna refleksja.dziękuję.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń