piątek, 25 września 2015

72. O niezwykłości w zwykłości ....



Ukochany


          Dziś mija dokładnie miesiąc, odkąd napisałam do Ciebie ostatnim razem. Czas pełen niezwykłych, wręcz nieprawdopodobnych wydarzeń sprawił, że nie miałam możliwości przelewania myśli na papier. Gdyby nie atak piorunów na nasz dom, może zabrałabym się za to wcześniej? Może, nie powiem na pewno.
          Znów nie doceniłam daru, jaki mi ofiarowałeś. To dzięki niemu mogę pomagać innym, opisując te wszystkie małe wielkie cudeńka, których doświadczam, lub po prostu obserwuję. Czynisz, Panie mój, podobne rzeczy, jak te sprzed dwóch tysięcy lat. To tylko my ludzie małej wiary, musimy nauczyć się je widzieć…
          Jezusku mój, przyznam Ci się nawet, że nie zawsze rozumiem fenomen tworzonych razem z Tobą tekstów. Czasem wydają mi się zabawne, albo zbyt chaotyczne, żeby publikować je w sieci. Tak wiem, wszystkiego nie da się pojąć intelektem…
          Wiesz, długo nie zapomnę wyprawy na piknik integracyjny. Ty wiedziałeś, że byłam najszczęśliwszą osobą na świecie, mogąc jechać tam w takim składzie. Czułam się w pełni akceptowana i doceniona. To śmieszne, że zwątpiłam w ideę integrowania ludzi, których problem polega tylko ma wadzie ciała. Kiedy byłam mała, przymuszano
mnie do udziału w podobnych imprezach. Niby dlaczego, my, ziemskie istoty nie odwracamy głów na widok gleukometru,? Cukrzycę uznajemy za chorobę, z którą, nie tylko można, ale wręcz trzeba żyć normalnie. Natomiast widząc kogoś zmagającego się z porażeniem mózgowym, czy chorobą nowotworową, zbyt często, nie wiemy jak się zachować…
          Mam nadzieję, że kiedy znajdę się obok Ciebie, będziesz mógł mi wytłumaczyć, czemu boimy się rzeczy zwykłych
          Jestem tego pewna...
          Zawsze chciałam zaśpiewać z Antoniną K, zgodziła się na to ochoczo, przy okazji zwykłego koncertu w moim miasteczku....
          Jest wielką „Bożą wariatką”. Więcej o tym w następnej notce,
- Mały Książę –
Ps. Ja nigdy nie zamknęłam drzwi, nigdy nie powiedziałam żegnaj….


         

10 komentarzy:

  1. jak zwykle pięknie pisane... łzy jakoś cisną się do oczu czasami nie widzimy tych małych cudów które Jezus nam daje w codziennym dniu....

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudownie, że poczułaś radość, a Antonina to wspaniała osoba. Cieplutko pozdrawiam i nie boję się osób niepełnosprawnych, wspólnie z uczniami naszego gimnazjum organizujemy zabawy dla Uczestników Warsztatów Terapii Zajęciowej i wszyscy się świetnie bawimy, ja też, choć jestem 50+
    A dla Jezusa Ty jesteś wyjątkowa, jak każdy z nas...

    OdpowiedzUsuń
  3. To ja tylko mam w swojej historii tylko takie coś, gdy Antonina Krzysztoń śpiewała w św. Annie (w maleńkiej salce w podziemiach) nie mogłem się powstrzymać i gdzieś pod nosem dośpiewywałem jakieś partie basowe :) - to jednak nie to samo!

    OdpowiedzUsuń
  4. jak zwykle tekst pełen refleksji ....tak potrzebnej ...

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie napisane. Radość z małych i krótkich chwil potrafi nam rozświetlić sporo tych ciemnych - które nieraz są przed nami. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też jestem miłośniczka Antoniny Krzysztoń! Wyjątkowy głos, wyjątkowa osoba.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pięknie to wszystko opisałaś, osoby niepełnosprawne są darem dla nas, tylko musimy to umieć zrozumieć. Mam głuchoniemego wujka...to najcudowniejszy człowiek, jakiego znam:) ściskam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. To wszystko opisałaś w tak piękny sposób, pisz jak najwięcej kochana, bo w Twoich słowach kryje się coś więcej, coś bliżej nieopisanego.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiemy jak się zachować. Nie wiemy czy pocieszać, czy udawać, że nic się nie dzieje? to trudne. Tego nie nauczyli nas w szkole.

    OdpowiedzUsuń