wtorek, 2 lutego 2016

79, O przewodnikach. osiołkach i darach, których nie można się wyrzec...




1.02.2016
Dałeś mi, Panie, siebie, wolność i miłość.
Cóż ja ci w zamian mogę dać?
Niezdarne dłonie, siebie czy nicość…?


Uwielbiony!
            Bardzo długo się zastanawiałam, czy prowadzenie tego dziennika ma jeszcze sens. Ludzie traktują Cię bardzo różnie; jedni podchodzą do tego, co zrobiłeś z pełnym szacunkiem i namaszczeniem, drudzy najchętniej schowaliby Cię pod ziemią, zapominając o Twoim istnieniu - tak, jak zapomina się o niedoczytanej książce, zostawionej na drewnianym biurku.. Ona przecież ma w sobie tyle wspomnień i kojarzy się z wieloma magicznymi momentami. Czemu nie chcemy jej doczytać…?      
          Mam wątpliwości, bo przez to, co tutaj napisałam, narobiłam chyba sporo bałaganu w świadomości pewnej dziewczyny, której imienia zdradzać nie będę, bo przecież nie o to chodzi. Dziś, pełna obaw, ostrożnie dobieram słowa, tak, by nie naruszyć nawet najdelikatniejszej struny - przecież pisanie do Ciebie jest darem, który od Ciebie otrzymałam. Muszę go uszanować i odpowiednio zagospodarować, a może wykorzystać…?  
           Kochany mój, przez to, że pojawiła się w moim życiu szyba, migając różnymi kolorami, odzwierciedlając moje niewypowiedziane emocje… Moje relacje z ludźmi, jeśli już są, stały się bardziej trwałe, wytrzymałe na to, co moja psychika wyprawia z moim funkcjonowaniem. Ciągle się uczę tego, iż jest to niezależne ode mnie; uczę się tego, jak małe dziecko przyswaja litery zawarte w elementarzu. Wiem, że jestem dopiero na początku drogi; mimo to, że cała ta historia toczy się od jedenastu lat, w
tym momencie czuję, jakby ktoś cofnął czas mojego życia psychicznego, co najmniej o lat 9… Jak było 9 lat temu?
          Nie było właściwie nikogo, kto uwierzyłby w to, czego doświadczam, komu chciałoby się spróbować zagłębić w książkę mojej duszy, mojego serca - bo przecież to, co najważniejsze i najbardziej trudne, nie zawsze jest widoczne dla oczu, a ludzie na ziemi jakoś często o tym zapominają…
           Nie było człowieka, który sprawiałby wrażenie przewodnika, przyjaciela; jakby na przekór wszystkim szukałam go i chociaż nigdy w tym miejscu nie zdradzę, kim jest, to obydwoje wiemy, że taka relacja nie zdarza się codziennie…
           Relacja oscylująca między przyjaźnią, miłością. Czasami mam wrażenie, że dotykamy nieznanych rejonów, takich, które często pozostają poza zasięgiem teoretycznie normalnych stosunków międzyludzkich. Za każdym razem, kiedy siada na brzegu mojego łóżka, mam wrażenie, że odkrywam skarb, który tak naprawdę nigdy do końca nie zostanie odkryty, bo to my wyznaczamy cel…
           To my wyznaczamy kierunek…
           To my wyznaczamy koniec..,
   Dziewięć lat temu nie myślałam nawet, iż będziesz moim przewodnikiem. To tak, jakby mi ktoś opowiedział bajkę o tym, kim jesteś i jaki wpływ na ludzkie życie możesz mieć, jeśli tylko ludzie będą tego chcieli. Za każdym razem, kiedy przystępuję do spowiedzi świętej, czuję, jakbym się w tej bajce utwierdzała, bo chociaż moje życie nie jest bajką, to sposób, w jaki Ciebie poznałam, może być uważany za bajkową historię, którą można przeczytać w historiach dla dzieci.


          Kiedyś nie znałam tych wszystkich osób, moich przyjaciół. Czasem nazywam ich podopiecznymi - to takie zboczenie zawodowe, wszak jestem pedagogiem. Niepełnosprawnym pedagogiem, mającym na dodatek wrażliwość arystokratki. Zastanawiam się nawet, nie wiem, jaki miałeś w tym cel - po co mi wykształcenie pedagogiczne, kiedy nie mogę wykorzystać go w pełni? Bo czasem rzeczywiście to, co odbieram przez szybę, jest bardzo zniekształcone. A może wtedy nie miałabym tego, co mam…?

   Wiem, że nie udzielisz mi odpowiedzi na te wszystkie pytania, kłębiące się teraz w mojej głowie. Tak trudno je wypowiedzieć, więc może jak je napiszę, będzie mi, chociaż trochę łatwiej? Wiem, że jesteś ze mną…

-Mały Książę –



9 komentarzy:

  1. A może to wykształcenie pedagogiczne zostało Ci dane po to, byś uczyła nas " zdrowych" przez swoje listy, które są głębokie i wskazują drogę do Źródła...

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytając Twoje listy osiągam to co nieosiągalne... Spokój ducha.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kto szuka, ten znajduje. Jesteś szczerym, mądrym człowiekiem, który ma otwarte serce. Nic dziwnego, że w końcu spotkałaś bratnie dusze.
    Wykształcenie? Może się przydać nawet w codziennych sytuacjach, czego już chyba doświadczasz, jak wspomniała Barbara. Wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochany Pedagogu! Oczywiście,że ze siejesz zamęt! Bardzo dobry zamęt!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziś, pełna obaw, ostrożnie dobieram słowa... - nie wydaje mi się, byś musiała uważać na słowa. Myślę, że powinnaś po prostu zaufać Duchowi, iż nad Tobą czuwa. To On dobiera Ci słowa - przyglądaj się tym słowom, ale nie po to, by je cenzurować, lecz po to, by je lepiej zapamiętać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ogromnie się cieszę, że spotkałaś bratnie dusze, zasłużyłaś sobie na to. Każdy człowiek w sumie potrzebuje kogoś, ale tylko niewielu ich posiada. Bardzo lubię twoje wpisy, ale ten mnie wzruszył może dlatego, że po prostu odsunęłam się od Boga. Brakuje mi chodzenia do kościoła, ale mimo wszystko dalej wierzę, że jest i ma jakiś specjalny plan dla wszystkich ludzi. Nie musisz dobierać ostrożnie wpisów, jesteś bardzo mądrym i dobrym człowiekiem. Przepraszam, ale nie umiem dobierać słów do myśli, przez co często wychodzi mi kaszanka.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobrze, że teraz ostrożnie dobierasz słowa, ale mam nadzieję, iż mimo to nadal będziesz sobą. Fajny pomysł z tym dziennikiem. Cieszę się, że On stał się Twoim przewodnikiem. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To co robisz ma sens.Tak pięknie piszesz. Trafiasz do serc tylu ludzi i wcale nie musisz uważać na słowa. Ja zawsze czytając Twój wpis czuję ogromny spokój i taką wrażliwość, która płynie od autora. Pozdrawiam:):):):)

    OdpowiedzUsuń