niedziela, 28 lutego 2016

80 O Życiu pomiędzy...



27.02.2016

Uwielbiony!

   Nie było mnie tu jakiś czas. Mam wrażenie, że zbyt długo… Musisz mi wybaczyć, ale coraz trudniej mi odkładać chorobę na drugi plan…
   Nigdy nie chciałam, żeby jej przeżywanie stało się jedyną wartością mojego życia; nie chciałam, aby ludzie lubili mnie za niepełnosprawność. Można nawet powiedzieć, że ryzykowałam odkładanie jej na górną półkę świadomości… Wiem, wielu ludzi stwierdzi, że nie powinnam tego robić, ale ja czuję, jakbym stała pomiędzy – pomiędzy światem sprawnych, do którego należę, gdy moja świadomość nie robi psikusów…, Bo przecież nie mam problemów z nawiązywaniem kontaktów ani wychodzeniem z domu,
potrafię spostrzegać świat jak osoba sprawna. Problem zaczyna się wtedy, kiedy moja świadomość jest przepełniona myślami, wzorcami, których wcale nie chcę w niej mieć; nie chcę, aby w niej kiełkowały. To jest silniejsze ode mnie… Mam nadzieję, Jezu, że chociaż Ty potrafisz to zrozumieć, bo ja nie rozumiem samej siebie. Ty jesteś mądrzejszy od wszystkich ludzi zamieszkujących ziemię i myślę sobie, że ludzie, którzy nie potrafią ci zaufać, wiele tracą…
   Nienawidzisz hipokryzji i kłamstwa, nienawidzisz kłamanej modlitwy. Dlatego przyznaję Ci się teraz z otwartym sercem, że przeżywanie tych wszystkich stanów mojego ciała i duszy spycha Cię na dalszy plan. Nie gniewaj się, ale obserwując zmiany swojego ciała nie potrafię skupić się na modlitwie… to nie jest tak, ze cię nie kocham, tylko widzisz, wydaje mi się, że dokonujesz pewnych zmian trochę za szybko…
   Każdego dnia muszę być kimś w rodzaju wojownika, który łapie słoneczne chwile po to, aby naładować nimi swoje serce, ale też serce moich bliskich. Czułam się podobnie za każdym razem, kiedy przekraczałam próg pewnej instytucji, kojarzącej się wielu z tym, co nieskończone, bolesne, nieobliczalne... Ale przecież właśnie tam jest najwięcej magii, takiej twojej magii, której nie da się dostrzec gołym okiem. Ludzie przeżywający tam ostateczność są dla mnie kimś w rodzaju bohaterów...Bo jak przeżyć to, co najtrudniejsze, w czterech pustych ścianach, gdzie właściwie każda czynność jest traktowana służbowo, bez żadnego stosunku emocjonalnego…? Mam wrażenie, że tam czas ma zupełnie inną wartość, tam właśnie żyje się tak, jakby każdy dzień miał być ostatnim…
   Czy ja się tego nauczę? Czy nauczę się nie buntować przeciwko Twojej woli i nie rozważać nawet, co by było, gdyby to wszystko nie przyjęło takiego obrotu? Proszę Cię, naucz mnie; naucz mnie mieć do Ciebie zaufanie, takie bezgraniczne, dziecięce… Niektórzy mówią, że mam wiarę dziecka, ale wiesz, to chyba nieprawda; przynajmniej tak mi się wydaje. Dziecko nie analizuje, nie ma w nim pragnienia rozumienia wszystkiego racjonalnie. A ja tak bym chciała uzyskać odpowiedzi na wszystkie pytania bez odpowiedzi, które często tu padają i coraz trudniej mi zrozumieć, dlaczego nie mogę uzyskać odpowiedzi teraz… 
   W każdym razie, Jezu, naucz mnie żyć zaufaniem do Ciebie, a nie tym, co mogłoby się zdarzyć, gdyby nie splot wydarzeń… Gdyby nie moja choroba… Gdyby nie sytuacja rodzinna.
   Naucz mnie…

-Mały Książę –

6 komentarzy:

  1. Ależ On już dawno Ciebie tego nauczył - tak to z Nim jest, że zna nasze myśli zanim jeszcze zakwitną w naszej głowie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezus rozumie wszystko, nawet bez naszych tłumaczeń...
    Rozumie też nasze wątpliwości... Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nauczył Cię miłości, nauczył Cię zaufania, a ja uczę się od Ciebie i dziękuję za każde słowo. Pozdrawiam:):):):)

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz w sobie mnóstwo miłości. Jesteś prawdziwym wojownikiem. Nigdy o tym nie zapominaj.
    Ślę dużo ciepła!

    OdpowiedzUsuń
  5. trudno jest żyć tak jak Jezus tego chce Wypełniać jego wole nie jest prosto Bóg daje nam zadania które napewno damy rade wykonać...

    OdpowiedzUsuń
  6. Wojowanie też może być modlitwą. Na pewno.

    OdpowiedzUsuń