sobota, 11 czerwca 2016

85. O lawinach ze słów...



10.06.2016
Najmilszy!
          Tak, miałam rozstać się z pisaniem tutaj na czas jakiś. Chciałam poczekać aż rany, które tak naprawdę zadałam sama sobie, przy okazji dotkliwie raniąc Pocahontas trochę przyschną. Przestaną sprawiać ten  okropny , piekący ból przy każdym wspomnieniu, najkrótszej myśli, najcichszym słowie.
          Bo to właśnie one wywołały lawinę, uczuć emocji i niedopowiedzeń. Zapominałam,  Jezu mój, jak bardzo kruche, a zarazem trwałe nożna zbudować
konstrukcje. My, ludzie żyjący ziemskimi realiami musimy pamiętać, że tak naprawdę tworzenie relacji międzyludzkich jest w swej istocie podobne do budowania z klocków, ale, czy na pewno?
          Bo zamiast plastikowych różnokolorowych cegiełek, mamy teraz do dyspozycji cały zespół cech osoby z którą aktualnie przebywamy. Po jakimś czasie, zaczynają się wyostrzać wyobrażenia, o sobie nawzajem.
          Łamiemy w sobie kolejne blokady, codziennie robimy krok dając coś z siebie, z rozpalonym sercem, czekamy…
          Bo nic nie może dziać się za szybko…
          Aż w końcu, choć nie w pełni zdajemy sobie z tego sprawę mamy pełny wgląd w psychikę drugiej osoby, poznajemy jej sposób interpretacji świata, porządkowania wrażeń…
          I ta przeszłość…Nasza  tajemnica…
          Niby pamiętamy, ale tylko pozornie..
          O kilka nieokiełznanych słów za dużo…
         
- Mały Książę –

4 komentarze:

  1. Relacje międzyludzkie to bardzo skomplikowany temat, a słowa... naprawdę potrafią być mieczem obosiecznym. Trzeba uważać i nieustannie mieć się na baczności wiem po sobie.
    Rany się zagoją, potrzeba czasu.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. A Miłość i tak jest najlepszym "plastrem"...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ludzie poznają się przez całe życie, a mimo to coś nas zaskakuje.

    OdpowiedzUsuń